„Amundsen na tle Nansena i wikingów polarnych”

Taki tytuł nosi broszurka wydana nakładem Wydawnictwa Św. Wojciecha w 1929 roku. Jej autorem jest Antoni Bolesław Dobrowolski – geofizyki, pedagog i jeden z pierwszych polskich polarników.

Wspomnienie przyjaciela

Wydawnictwo zawiera treść przemówienia, jakie wygłosił Dobrowolski 14 grudnia 1928 roku na Uniwersytecie Warszawskim podczas posiedzenia Polskiego Towarzystwa Geograficznego.

Roald Amundsen i Antoni Bolesław Dobrowolski znali się dość dobrze – obaj brali udział w Belgijskiej Wyprawie Antarktycznej na statku „Belgica” (1897-1899; w wyprawie brał udział jeszcze jednej Polak – Henryk Arctowski, który pełnił funkcję kierownika naukowego ekspedycji) i utrzymywali ze sobą kontakt. Świadczy o tym chociażby wspomnienie wizyty Amundsena w 1913 roku w Warszawie, kiedy to w gmachu Filharmonii wystąpił z prelekcją o swoim zwycięskim marszu do bieguna południowego.

Data przemówienia została wybrana nieprzypadkowo – to właśnie 14 grudnia 1911 roku Norweg osiągnął najdalszy punkt na południowej półkuli Ziemi. Aby to uczcić, Polskie Towarzystwo Geograficzne zwróciło się z zaproszeniem do analogicznych organizacji w różnych częściach świata do zorganizowania uroczystości ku czci wybitnego odkrywcy.

Sam Amundsen od 18 czerwca 1928 roku uchodził za osobę zaginioną na Morzu Barentsa w związku z jego misją ratunkową na pomoc Umbertowi Nobilemu i załodze sterowca „Italia”. Ton przemówienia Dobrowolskiego dobitnie dowodził, że uznawał on Amundsena za tragicznie zmarłego podczas wspomnianej wyprawy do Arktyki.

Przesłanie dla młodych

Celem wystąpienia, wydanego rok później drukiem, było nie tylko upamiętnienie postaci Amundsena poprzez zestawienie jego działalność z innym wielkim epoki heroicznej odkryć polarnych – Fridtjofem Nansenem. Dobrowolski, jako pedagog z zawodu i przekonania (pozostawił po sobie liczne publikacje z zakresu pedagogiki) swój tekst nasycił treściami skierowanymi do młodego pokolenia, dla którego postać Amundsena mogła być realnym autorytetem, jak poprzez wytrwałość i siłę w dążeniu do celu kształtować charakter oraz swoim marzeniom nadawać realne kształty (uważał Amundsena za marzyciela, który nigdy nie utracił młodzieńczej energii i zapału, ale był również realistą, twardo stąpającym po ziemi).

Dobrowolski pisał:

„Otóż chciałbym, żeby obraz wielkiego czynu, który tutaj zobaczą, uderzył w ich ustalone światopoglądy, zwłaszcza w ów dobrobytowi, i zachwiał je, a przynajmniej podważył. Chciałbym, żeby nasunął im surowe, twarde, bardzo wymagające wnioski życiowe:

że nie osoba człowieka, nie społeczność, że nawet nie ludzkość jest sama w sobie wartością, ale to tylko, co ten człowiek zrobi, co ta społeczność zrobi (…);

że człowiek nie ma prawa do życia, lecz winien je dopiero zdobyć – czynem: pracą twórczą lub jej wspomaganiem usilnem;

że nie dość jest ludzi kochać, społeczeństwo swe kochać i działać dla ich dobrobytu materialnego, czy nawet duchowego, lecz więcej jeszcze, nieskończenie więcej ukochać należy dzieła ludzkie, te wielkie dzieła, które nas, ludzi, przerastają;

że wreszcie jednej rzeczy tylko bać się należy na tym świecie: by nie być na tym świecie zbytecznym, a to znaczy: że trzeba na tym świecie coś zrobić; coś ponad siebie (…).

Te właśnie cechy, zdaniem autora tekstu, uosabiał Roald Amundsen.

Amundsen jako badacz

Dobrowolski pisze o „wikingach polarnych” – śmiałkach, którymi w dobie średniowiecza powodowały ciekawość i hart ducha, aby zapuszczać się w nieznane i zimne rejony planety. Na tym tle kreśli sylwetki Nansena i Amundsena, przy czym wyraźnie oddaje palmę pierwszeństwa temu drugiemu. To porównanie kwituje następująco:

„Nansen był to uczony, Amundsen nie był uczonym. Jednak Nansen nie wytrzymał swej linji: życia w służbie Nauki; Amundsen cały swój żywot, bez przerwy i do samego końca, oddał w służbę Nauce. (…) Inny tylko na siebie wziął dział tej świętej służby: nie służbę badaniem, lecz służbę czynem. Cały swój geniusz czynu, geniusz wikinga, geniusz zdobywcy oddał Nauce”.

W moim odczuciu to bardzo ciekawe spojrzenie na tę postać, jako że współczesne biografie kreują wizerunek Roalda Amundsena jako eksplorera, człowieka owładniętego chęcią zdobywania i rywalizacji, dla którego działalność ekspedycyjna miała wręcz niekiedy sportowy charakter.

Co jednak najważniejsze – w ujęciu osobistym książeczka jest wyrazem przyjaźni i podziwu, jakimi Dobrowolski niewątpliwie darzył swojego towarzysza z czasów pamiętnej ekspedycji „Belgiki”.


Dziękuję za wsparcie na Suppi.pl!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *